Katarzyna Wirkus-Molęda

Katarzyna Wirkus-Molęda
artfreak.pl

TASTEMAKERS, czyli sztuka kuratorowania treści o sztuce online

Zajmując się od kilku lat popularyzacją sztuki w internecie, coraz częściej dochodzę do wniosku, że podstawowe pytanie nie brzmi dziś „jak opowiadać o sztuce”, lecz „co z tej sztuki wybierać i komu ją podawać”. Internet nie jest pustą przestrzenią, którą należałoby wypełnić treścią, przeciwnie, jest środowiskiem skrajnie nasyconym, w którym obrazy, informacje i narracje funkcjonują jednocześnie, konkurując o uwagę odbiorcy. Nadmiar stał się stanem domyślnym, a uwaga dobrem deficytowym. W takiej rzeczywistości rola osób mówiących o sztuce ulega zasadniczej zmianie, przesuwając się z pozycji klasycznych popularyzatorów w stronę kuratorów treści.

Myślę o tej roli w kategoriach tastemakerstwa, rozumianego jako świadome filtrowanie, selekcjonowanie i porządkowanie obiegu informacji. Tastemaker nie polega na mnożeniu komunikatów, lecz na podejmowaniu decyzji, co warto pokazać, a co można pominąć. Każdy wybór staje się gestem kuratorskim i etycznym, ponieważ realnie wpływa na sposób, w jaki sztuka jest postrzegana, zapamiętywana i konsumowana. W świecie algorytmów, które promują to, co klikalne, szybkie i efektowne, ludzka selekcja zaczyna pełnić rolę przeciwwagi, opartej na odpowiedzialności i konsekwencji.

Punktem wyjścia jest dla mnie doświadczenie odbiorcy. Obserwuję, jak dziś funkcjonujemy w muzeach, galeriach i w przestrzeni online, jak szybko skanujemy obrazy, jak kolekcjonujemy wrażenia zamiast je pogłębiać. Internet wzmacnia ten mechanizm, scrollowanie staje się podstawowym gestem kulturowym, a sztuka bywa konsumowana w tempie, które uniemożliwia refleksję. Z jednej strony mamy poczucie uczestnictwa w kulturze, z drugiej narasta zmęczenie i poczucie nienasycenia. Im więcej widzimy, tym trudniej cokolwiek zapamiętać.

Coraz częściej porównuję tę sytuację do stołu zastawionego nadmiarem potraw. Wszystko jest dostępne, lecz nic nie ma czasu, by naprawdę wybrzmieć. Algorytmy, które miały ułatwiać orientację, przejmują kontrolę nad tym, co uznajemy za ważne i wartościowe. W tym sensie tastemakerstwo staje się próbą odzyskania sprawczości, zarówno po stronie twórcy treści, jak i odbiorcy. To próba powiedzenia, że selekcja nie jest brakiem, lecz warunkiem sensu.

W tym kontekście nie sposób pominąć roli sztucznej inteligencji. AI potrafi generować obrazy, teksty i rekomendacje, opierając się na statystycznych zależnościach i wzorcach. Nie traktuję tego zjawiska jako zagrożenia samego w sobie, raczej jako sygnał ostrzegawczy. Im więcej automatyzacji w obiegu treści, tym większa potrzeba ludzkiego filtra, który bierze odpowiedzialność za wybór, kontekst i hierarchię. Tastemaker nie konkuruje z algorytmem na szybkość ani skalę, lecz oferuje coś innego, osobisty punkt widzenia i zaufanie.

Moja praktyka w ramach artfreak.pl zaczynała się od prostych form, krótkich komentarzy i wizualnych cytatów. Z czasem formaty ewoluowały, pojawiły się karuzele, wideo i dynamiczne układy dopasowane do logiki platform społecznościowych. Każda zmiana była reakcją na medium, ale forma nigdy nie była celem samym w sobie. Najważniejsza pozostawała opowieść oraz relacja z odbiorcą, budowana konsekwentnie i długofalowo. Zaufanie nie rodzi się z jednego posta, lecz z powtarzalności tonu, wyborów i wartości.

Zauważam, że sposób konsumowania treści w sieci bezpośrednio wpływa na zachowania w przestrzeni instytucjonalnej. W muzeach coraz częściej poruszamy się jak użytkownicy aplikacji, zaliczając kolejne punkty programu, robiąc zdjęcia zamiast zatrzymywać się przy pracach. Pojawia się muzealne FOMO, lęk przed tym, że coś nas ominie. W odpowiedzi na ten mechanizm coraz bliższa staje mi się idea spowolnienia i selektywności, zarówno online, jak i offline.

Z rozmów z odbiorcami wynika, że nie oczekują oni dziś encyklopedycznej wiedzy ani kompletnego przeglądu. Szukają rekomendacji, osobistego głosu i poczucia, że ktoś wykonał już pracę selekcji. To zaufanie jest fundamentem tastemakerstwa. Widzę to także w rosnącym zainteresowaniu zamkniętymi formami komunikacji, newsletterami, społecznościami opartymi na jakości, a nie zasięgu. Tam treść jest przefiltrowana, a nie masowa.

Kuratorowanie treści o sztuce online staje się więc praktyką pomiędzy krytyką, edukacją i opieką nad odbiorcą. To praca polegająca na ciągłym balansowaniu między atrakcyjnością a rzetelnością, między skrótem a pogłębieniem. Wymaga uważności, ale także gotowości do rezygnacji, do powiedzenia, że nie wszystko musi się pojawić w obiegu natychmiast.

Na koniec wracam do pytania o magię sztuki. Czy potrafimy jeszcze doświadczać jej bez potrzeby natychmiastowego dokumentowania i udostępniania. Wierzę, że tak, ale wymaga to stworzenia warunków, w których selekcja staje się wartością, a nie ograniczeniem. Widzę przyszłość opowiadania o sztuce w internecie nie w byciu coraz głośniejszym, lecz coraz bardziej uważnym. Tastemaker nie krzyczy, lecz wskazuje. I w tej cichej, odpowiedzialnej roli widzę sens dalszego mówienia o sztuce online.